poniedziałek, 21 maja 2012

Pasmo Radziejowej i Małe Pieniny


Weekendowe wczasy starszych pań - a zakwasy leczyłam dwa dni















18 maja 2012 (piątek)


Warszawa – Kraków godz. 15:00 – 19:30 , samochód
Kraków – Szczawnica godz. 20:10 – 22:00, bus, ok. 15 zł
Szczawnica – Jaworki godz. 22.00 – 22:30 taksówka, 30zł

Spotykamy się około 15tej w miejscu gdzie Monia ma szkolenie i stamtąd wyjeżdżamy do Krakowa. Następnie busem http://diditrans.pl/ do Szczawnicy. Wszystko idzie sprawnie, w busie tłoku nie ma, spokojnie siadamy i jedziemy. Wysiadamy na końcu i próbujemy się dowiedzieć o jakiś dojazd do Jaworek. Monia zagaduje kierowcę, żeby może podjechał, ale nie da rady J hehe ale dzwoni do kolegi taksiarza, który ma podjechać. W tym czasie oferuje podwózkę chłopak, który ostał się z nami w autokarze… ale niestety, samochód który po niego wyjechał nie ma wolnych miejsc. Pozostaje taksa, bo żadne busy nie jeżdżą o tej porze. Taksiarz jest mega nieuprzejmy, nie chce się targować, ale dowozi nas na miejsce.

Nocleg mamy w Pensjonacie Koliba pod Kozińcem  (http://www.pensjonatkoliba.pl/o_nas.php), cena za nocleg 45zł, pokój z łazienką , dostęp do kuchni, ogólnie full wypas, do którego nie przywykłyśmy, ale z wiekiem trzeba się przyzwyczajać J

Zjadamy kolację i zasiadamy przed telewizorem fundując sobie bardzo optymistyczny i relaksacyjny film – Plac Zbawiciela… nie ma jak wczasy, ech…

19 maja 2012 (sobota)


Jaworki -  Czerwona Młaka [974 m]  (szlak czerwony)
Czerwona Młaka [974 m]- Wielki Rogacz [1182 m] (szlak niebieski)
Wielki Rogacz [1182 m] - Radziejowa [1266 m] - Przehyba [1175 m] (szlak czerwony)
Przehyba [1175 m] - Kiczora [1024 m] (drogą)
Kiczora [1024 m] - Dolina Starego Potoku - Jaworki (droga)

Wstaję rano, bo na 9tą mam jazdę konną, koszt 40zł za godzinę. Stadnina mieści się naprzeciwko kwatery, wiec super pod nosem J www.stadninarajd.pl/ tel. +48 18 262 16 00, kom. +48 607 47 88 50, biuro@stadninarajd.pl. Jedziemy we trójkę, ale obie osoby poza mną to są z tej stajni, hehehe. Czyli praktycznie prywatna jazda J Jest cudnie, widoki są obłędne, galop po łąka też. Koń mój dobrze ułożony, jest ok. Wracamy rezerwatem Biała Woda i jesteśmy atrakcją dla turystów J Super rozpoczęty dzień. 

Monia miała przyjść mi zrobić zdjęcia, ale jazda okazała się 45 min a nie 1h, wiec nic nie udało się uchwycić.
Dzień jest cudny, pogoda marzenie, trochę leniwie wyruszamy w trasę. Zaraz po skręcie od wejścia do rezerwatu Biała Woda, po wspięciu się na górę zahaczamy o wiatę z oscypkami. A tam weseli panowie, pochodzą z Starachowic (!) opowiadają nam o wyrobie oscypków i wypasie owiec, a ogólnie to cały dzień leżą na trawie i nic im się nie chce. Zakupujemy oscypki wielgaśne i idziemy dalej pod górę.

Cudowne widoki rozpoczynają się już przed wejściem na Mały Rogacz – obłęd , całe tatry stoją jak na dłoni, ogromne. Zapiera dech, ale z czasem się przyzwyczaimy, bo pogoda się nie zmienia J Słońce, około 20 st, przejrzyste niebo… marzenie.

Dochodzimy na Radziejową, a tam wielka wieża, na którą można wyleźć, jak się nie ma leków żadnych. Ja trochę mam, bo schody tak strome, że masakra…

Następnie marsz do schroniska, gdzie wszamamy żurek i zbiegamy na dół, bo nam się śpieszy na koncert w Muzycznej Owczarni. Schodzimy nie szlakiem tylko drogą (szlak narciarski w dół), a następnie skręcamy w lewo w wielką drogę, normalnie bitą, która prowadzi do Jaworek. Mamy nawet jeszcze chwilę czasu na prysznic J

Do Muzycznej Owczarni idziemy na koncert na 20:00 - trzech chłopaków przystojniaków gra utwory A. Piazzolli (Janusz Wawrowski – skrzypce, Jan Kalinowski – wiolonczela, Bartłomiej Kominek – fortepian) – argentyńskie tanga. Jest mega klimatycznie, siedzimy, pijemy piwko, każdy ma swoje miejsce przy stole. Koszt biletu 50zł. Warto.

20 maja 2012 (niedziela)


Jaworki - rezerwat Biała Woda – Przełęcz Rozdziela [802 m] (żółty szlak)
Przełęcz Rozdziela [802 m] - Wysoka [1050m] - Durbaszka [942 m] - Cyrhle [774 m] (niebieski szlak)
Cyrhle [774 m] - Szczawnica Zawodzie (żółty szlak rowerowy)
Szczawnica – Kraków 17:10 – 19:40 (PKS, cena ok. 15 zł)
Kraków – Warszawa 20:50 – 23:50 (PKP, opóźnienie 1h, cena 56 zł)

Rano w ogóle nie chce nam się zbierać J Jest cudowna pogoda i śniadaniujemy na tarasie J W końcu wychodzimy, z plecorami i ruszamy najpierw rezerwatem Biała Woda szukając jakiegoś znaku do bacówki. Chcemy kupić bundz a on jest tylko rano. Wychodzimy wysoko i kupujemy chyba po kilogramie, tak żeby lżej było iść. Na szlaku jest sporo ludzi, idąc dalej też można kupić sery… Ale najtaniej było wczoraj.

Jest słonecznie, widoki wokół, stada owiec i sympatyczni ludzie na szlaku (głównie miejscowi turyści z okolic).

W końcu dochodzimy do podejścia pod wysoką – tam jest tłum ludzi. Ja ledwo włażę w upale po tych schodach – przechodzący ksiądz komentuje, że musiałam w życiu wiele nagrzeszyć, że taki garb ciągnę na górę… hehehe. Ale widoki na szczycie to rekompensują – OBŁĘD! Pogoda to beton, widoczność cudna, widać tatry , Babia Górę i ma się wrażenie, że Bieszczady ;) kto wie… hehehe

Dalej idziemy, ale ja to już ledwo. Mam takie zakwasy, chyba po tych koniach… No masakra… Robi się coraz później, a ostatni autobus o 17:10, jak się spóźnimy to mogiła. Już wiemy, ze do Szczawnicy szlakiem niebieskim do Szafranówki  nie dojdziemy… Myślimy o zejściu do Szlachtowej i podjechaniu stopem. Ale wtedy ryzyko, że stopa nie złapiemy… Spotykamy po drodze rowerzystę, który poleca nam zejście szlakiem rowerowym i wtedy schodzimy na początku Szczawnicy. Na to się decydujemy. Szlak rowerowy często idzie potokiem małym, da się iść J A i schłodzić też się da.

Dostajemy się do Szczawnicy i okazuje się, że właśnie zaraz na początku jest początek trasy pksu, już stoi, mimo, że pół godziny do odjazdu. Przebieramy się na przystanku i zasiadamy w autokarze. Okazuje się to zrządzeniem losu! Kilka minut przed odjazdem już prawie wszystkie miejsca siedzące są zajęte. Jak podjeżdżamy na przystanek główny w Szczawnicy (tu byśmy doszły z Szafranówki żółtym szlakiem) to już wszystkie miejsca stojące się zapełniają…. W Krościenku nad Dunajcem już tylko jest dopychanie, nie wszyscy się mieszczą… a to ostatni PKS tego dnia! Na przystankach późniejszych nawet się nie zatrzymuje i tylko widzimy twarze zawiedzionych turystów…. My to mamy szczęście! Z obolałymi nogami cieszę się niezmiernie, że siedzę.

PKS przez to upychanie ma spore spóźnienie, a my się śpieszymy na pociąg! Wpadamy w ostatniej chwili, a pociąg ma godzinę spóźnienia…. W Warszawie, umęczone jesteśmy o 24tej. To były dopiero wczasy!