piątek, 12 kwietnia 2013

Finlandia nie w butelce


Finlandia w kwietniu, czyli jak uciekałam przed nadchodzącą wiosną

Wyjazd pracowy, jednakże wykorzystałam każdą wolną chwile, żeby coś zobaczyć.

10 kwietnia 2013 (środa)


Warszawa – Helsinki (samolot)
Helsinki – Espoo (autobus)

Wyleciałam popołudniem z Warszawy, i w Helsinkach byłam późnym popołudniem… W Warszawie czuć było, że wreszcie śnieg zaczyna się topić i jest szansa, ze wiosna przyjdzie… a ja lecę na północ, bo przypadkiem bym tą wiosnę poczuła… hehehehe

Dojazd z Helsinek do Espoo bez problemu można ogarnąć na stronę HSL Journey Planner z wydrukowanym połączeniem, jadę! Koszt biletu 4,5 € na 80 minut. Fiński to dopiero język, z trudnością porównuję nazwy przystanków z moją kartką, hehehe, za nic z niczym się nie kojarzą… Wysiadam na jakimś środku niczego, ale znajduje przesiadkę i dojeżdżam do Espoo :)


Ponieważ dziś nic nie mam, spotkania dopiero jutro, to idę się przespacerować. Jest dość zimno, śnieg, ale okolica bardzo przyjemna. Zauważam ścieżkę biegową wzdłuż morza! Morze całkowicie zamarznięte, bo to w końcu zatoka. Wracam do hotelu, zakładam buty do biegania i dawaj! :) Jest cudnie! Słońce już w kolorach zachodzących, ale zachodzi bardzo długo, zdołam się wybiegać. Żeby się nie zgubić biegnę cały czas wzdłuż brzegu :) Czasem trochę zapadam się w śniegu, jak się zboczy z wydeptanej ścieżki można wpaść po kolana! Nagle wbiegam do rezerwatu przyrody – Laajalahti! Niezły klimat, ptaki śpiewają jakby wiosna była, a wszystko skute lodem :) niechcący wbiegam na morze, orientuję się jak lód  lekko pękł pode mną… było strachu trochę, ale uciekłam stamtąd. Wracam ta samą drogą, w sumie wyszło paręnaście km (rzędu 12-13km).

11 kwietnia 2013 (czwartek)

Espoo

Najpierw cały dzień jestem na spotkaniach, kończymy o 17:30 i mam plan uderzyć do stolicy, w końcu warto zobaczyć :) Do Helsinek jadę z pół godziny autobusem. Wysiadam na stacji Kamppi, która jest wielkim centrum handlowym i najpierw mam wyzwanie, żeby w ogóle z niego wyjść i znaleźć się w mieście. Mam mapkę i wydruk z przewodnika po Helsinkach, co powinnam zobaczyć – ze strona IT, tam jest wszystko: http://www.visithelsinki.fi/.


Miasto jakiegoś dobrego wrażenia nie robi, ale nic tam. Znajduję katedrę na placu Senackim – no robi wrażenie, przez to że stoi na wzniesieniu i prowadza do niej schody. Lukam jeszcze na stojący na placu pomnik cara Aleksandra II z 1863 r. Idę na rynek, jest już późno (koło 19tej) i wszystko pozamykane (sklepiki, muzeum Miasta Helsinki). Potem biegnę do kościoła prawosławnego - Sobór Uspieński. W drodze do niego zaczepiają mnie trzy babuszki z Kijowa pytając o drogę. Są niesamowite, staram się im pomóc, jedna z nich mówi po polsku, ja trochę po rosyjsku… Jest dużo śmiechu, nie udaje mi się im pomóc, ale one już szukają w rodzinie męża dla mnie  hehehe Cudowna jest ta bezpośredniość;) Sobór oglądam tylko z zewnątrz, oczywiście zamknięty o tej porze. Wracając jeszcze idę ponownie w kierunku placu Senackiego, żeby spojrzeć na najstarszą kamienicę z 1757 r. – nic nadzwyczajnego. Z powrotem na rynku idę już w kierunku powrotnym, na dłużej zatrzymuje się przy fontannie Havis Amanda – ładna, choć oczywiście nie działa ;)

I tyle mojego zwiedzania, zahaczam jeszcze na drobne zakupy w słynnym Stockmannie, w którym są wyprzedaże. Dopiero później się dowiaduje, że trafiłam na tzw. „Szalone dni” (Hullut Päivät), które trwają 5 dni i są tylko dwa razy do roku – może jakbym wiedziała, to bym tam bardziej pobuszowała ;))) Ale z żółtą torbą idę, jak wszyscy praktycznie na ulicach :) (reklamówki z „szalonych dni”).

I to już koniec właściwie, wracam do Espoo do hotelu, jutro już podróż do domu.Miasto jakiegoś dobrego wrażenia nie robi, ale nic tam. Znajduję katedrę na placu Senackim – no robi wrażenie, przez to że stoi na wzniesieniu i prowadza do niej schody. Lukam jeszcze na stojący na placu pomnik cara Aleksandra II z 1863 r. Idę na rynek, jest już późno (koło 19tej) i wszystko pozamykane (sklepiki, muzeum Miasta Helsinki). Potem biegnę do kościoła prawosławnego - Sobór Uspieński. W drodze do niego zaczepiają mnie trzy babuszki z Kijowa pytając o drogę. Są niesamowite, staram się im pomóc, jedna z nich mówi po polsku, ja trochę po rosyjsku… Jest dużo śmiechu, nie udaje mi się im pomóc, ale one już szukają w rodzinie męża dla mnie  hehehe Cudowna jest ta bezpośredniość;) Sobór oglądam tylko z zewnątrz, oczywiście zamknięty o tej porze. Wracając jeszcze idę ponownie w kierunku placu Senackiego, żeby spojrzeć na najstarszą kamienicę z 1757 r. – nic nadzwyczajnego. Z powrotem na rynku idę już w kierunku powrotnym, na dłużej zatrzymuje się przy fontannie Havis Amanda – ładna, choć oczywiście nie działa ;)

I tyle mojego zwiedzania, zahaczam jeszcze na drobne zakupy w słynnym Stockmannie, w którym są wyprzedaże. Dopiero później się dowiaduje, że trafiłam na tzw. „Szalone dni” (Hullut Päivät), które trwają 5 dni i są tylko dwa razy do roku – może jakbym wiedziała, to bym tam bardziej pobuszowała ;))) Ale z żółtą torbą idę, jak wszyscy praktycznie na ulicach :) (reklamówki z „szalonych dni”).

I to już koniec właściwie, wracam do Espoo do hotelu, jutro już podróż do domu.

12 kwietnia 2013 (piątek)


Espoo - Warszawa

Najpierw mam przygody z autobusowym dojazdem na lotnisko, wsiadam nie w tym kierunku… hehehe A pan kierowca tylko po fiasku gada… dużo śmiechu, ale w końcu wysiadam. Już nie kombinuje, czekam na takie samo połączenie jak przyjechałam z lotniska. W końcu jadę na samolot i wtopa byłaby gdybym się spóźniła… Coś mam pecha do autobusów, bo jak już w dobry wsiadam, to on się nie chce zatrzymać na przystanku na którym chce wysiąść… na szczęście nie tylko ja, wiec gdy zrobił się krzyk to się udało wysiąść :)


Na lotnisku robię jeszcze zakupy, kupuje sok żurawinowy, bez przekonania, ale stwierdzam że spróbuje, bo to z ich żurawiny … jutro odkryję, że jest cudowny na kaca… :)