niedziela, 20 stycznia 2013

Kajakiem z górki


Kajakarstwo (z)Górskie

Chcesz mieć dzieci? Wpadnij z kajakiem na górkę, będziesz mieć do razu sześć!

20 stycznia 2012 (niedziela)


Zalesie Dolne, górki Szymona (dojazd z Metra Wilanowska autobusem 727)

Zjazdy kajakiem z górki – kto nie próbował, ten nie wie co traci J Organizowane przez Stowarzyszenie OCEANICUS. Z każdym zjazdem robimy coraz większa furorę wśród dzieciaków J Potrafimy też zmieść dzieciaka ze stoku i w ten sposób uspokoić z histerii J

Jolka, okazuje się, jest niespełnionym talentem bobslejowym – bo najważniejsze jest dobre pchnięcie ;) Niestety postawiliśmy sobie zbyt wysokie wyzwanie, jak na nasze obecne talenty zjeżdżarskie – zjechać do jeziora – w końcu jesteśmy w kajaku…

To wyzwanie pozostaje na następny raz!



wtorek, 1 stycznia 2013

Sylwester w Wierchomli Wielkiej


Sylwester w Podstawówce – czyli impreza w Inglisz Klas J

Już jesteśmy stare ciotki, tylko takie fajne ciotki
więcej zdjęć








mapa trasy wczasów 





28 grudnia 2012 (piątek)


Warszawa - Wierchomla Wielka

Wyjeżdżamy z Warszawy koło 15tej i na wieczór dojeżdżamy. Elwira chora a prowadzi jak stara! Tylko Bartek się rozpycha, pewno dlatego że ma ze dwadzieścia jajek ;)
Wpadamy do naszej Inglisz Klas – śpimy w szkole podstawowej w Wierchomli Wielkiej – część ekipy już tu jest. Niby jest jakaś impreza, wszystkie dziewczyny nie są jeszcze takimi starymi ciotkami, ale niektóre już są . Na resztę przyjdzie czas później…

29 grudnia 2012 (sobota)


Szkoła w Wierchomli Wielkiej – Pusta Wielka [1061 m] godz. 10:15  – 12:30 (szlak czerwony spacerowy, czarny)
Pusta Wielka – Jaworzynka - Bacówka nad Wierchomlą godz. 13:00 – 15:00 (szlak niebieski)
Bacówka nad Wierchomlą – szkoła w Wierchomli Wielkiej godz. 15:40 – 17:20 (drogą, szlakiem rowerowym)

Cała nasza ekipa rusza na narty, a my we dwie w góry. Dziś trasa krótka, bo noc była krótka szczególnie dla Joli J Idziemy jakimś dziwnym czerwonym szlakiem, może narciarskim… albo kto wie…. Ale dobrze oznaczonym. Widoki są zapierające dech – całe tatry stają przed nami jak na dłoni. Gdy dochodzimy do czarnego szlaku siadamy na drodze i mamy takie deja vu z siedzenia pod kapliczką w Beskidzie niskim w czasach studenckich… dlaczego… niewiadomo J
Na Pustą Wielką włazimy szybciutko, tam spotykamy narciarza miejscowego. Ma lornetkę i pokazuje nam kolejne szczyty tatrzańskie (my ignorantki nie rozpoznajemy…) Pogoda beton, słońce, przejrzystość niesamowita! Cudnie!
Potem dalej w śniegu już do ludzi, kończy sie etap łażenia w śniegu czasem po kolana… Dochodzimy do Bacówki nad Wierchomlą , po drodze wyglądamy tak pięknie, że aż pan nam musiał zdjęcie zrobić J Siedząc w bacówce, pijąc niezbyt gorącego grzańca (porażka) patrzymy na zachodzące słońce i całą panoramę tatr – jest niesamowicie! Widok jest wart poświęcenia się i schodzenia po ciemaku!
Maszerujemy drogą, gdzie jest szlak rowerowy – nikogo na drodze, robi się zimniej i ciemniej, ale nie da rady się zgubić, więc nawet czołówek nie wyciągamy… śnieg daje światło.
Wieczorem zapiekanka a’la Asia i film, a potem kima. Elwira umiera, ale z czasem ożyje…

30 grudnia 2012 (niedziela)


Szkoła w Wierchomli Wielkiej –  Bacówka nad Wierchomlą godz. 8:45  – 10:15 (szlak czarny)
Bacówka nad Wierchomlą – Runek godz. 10:30 – 11.00 (szlak niebieski)
Runek – Schronisko PTTK na Hali Łabowskiej godz. 11:00 – 13:20 (szlak czerwony)
Schronisko PTTK na Hali Łabowskiej – Siodło Pod Parchowatką godz. 14:00 – 15:00 (szlak żółty)
Siodło Pod Parchowatką – Dolina Potaszni godz. 15:00 – 15:45 (dziwny żółty szlak, nie PTTK)
Dolina Potaszni - Szkoła w Wierchomli Wielkiej godz. 15:45 – 16:40 (drogą)

Dziś plan jest ambitny, musimy wrócić przed 17tą, bo jest kulig… Więc wstajemy rano i ruszamy! Pogoda podobnie piękna jak wczoraj, choć może odrobinę lekkiej mniejszej przejrzystości jest, niestety dzisiejszy szlak prowadzi głównie w lesie, wiec nie ma wielu okazji do podziwiania widoków. Do bacówki mkniemy raz dwa trzy, zatrzymujemy się tylko na chwilę, nie wiemy jak dalej wygląda szlak, czy jest przetarty, czy trzeba będzie brodzić w śniegu J.
Niebieskim szlakiem idzie całkiem ok., ale turystów nie spotykamy wielu, narciarza i dwójkę plecakowców. Widać ludzie raczej na wyciągach czas spędzają. Droga się dłuży i myślami już jesteśmy na Hali Łabowskiej, gdzie kiedyś trafiłyśmy na nimfomańskim wypadzie… Ale Hali nie widać… Halo, halo gdzie jesteś? Gdzie jesteś Halo? W końcu się udaje! W schronisku spożywamy ciepły posiłek, w końcu jesteśmy śnieżnymi panterami J
Czasowo wciąż nie wiemy jak jesteśmy, więc lecimy w dół. Najpierw szlakiem żółtym w stronę parchawego siodła. Powoli z śnieżnych panter, stajemy się śnieżnymi niedźwiedzicami, żeby stać się śnieżnymi pługami… Z siodła pod Parchowatką schodzimy w dół dziwnym żółtym szlakiem (nie mamy go na mapie), nie ma też żadnych śladów ludzi, jest tyle śniegu, ze nie widać nawet drogi, która podobno tu jest…. Szlak prowadzi ostro w dół, jest napisane, że 4 km, ślady są tylko jeleni… oby się nie okazało, że my też jelenie… Gubimy się co jakiś czas, ale też co jakiś czas znajdujemy.
W dolinie Potaszni lądujemy przed 16tą, jesteśmy wyżej niż wodospad, ale droga już jest szeroka i wyraźna, przejechałby samochód gdyby nie to że cała oblodzona J Do szkoły trafiamy chwilę przed kuligiem… udaje się!
Mam na tyle czasu, żeby jeszcze grzańca do termosu nagrzać J Kulig jest niestety nie na saniach tylko na wozach, ale to nic nie szkodzi nam. Nas nikt nie lubi, więc w naszym wozie zostali najfajniejsiJ Koń nazywa się misiek ,a woźnica fajowy, sprzedaje nam info gdzie miejscowe dzieci chodzą na górkę zjeżdżać – nie chcemy iść tam gdzie turyści, na wyciągi. Jutro będziemy sprawdzać!
Okazuje się, że kulig jest właśnie w tej dolinie Potaszni, którą żeśmy chwilę temu szły, hehehe. Na rozpalonym ognisku robimy kiełbaski. Daniel robi tez grzańca, ale jest on niczym w porównaniu z naszym z termosu J - bo jego wychodzi bezalkoholowy. Wracamy ze śpiewem na ustach!
Dziś Elwira ma sylwestra, bo jutro nie imprezuje, gdyż prowadzi w Nowy Rok. Przenosimy się więc na Bronx, czyli impreza w samochodzie J, a to samochód służbowy, to się śmiejemy, że wszędzie są kamery… Ja nie doczekuje Nowego Elwirowego Roku, ale Elwirze się udaje J

31 grudnia 2012 (poniedziałek)

Plan na dziś to nie góry, ale sanki J w końcu dziś Sylwester Właściwy. Wysypiamy się, wstajemy i znów idziemy w kimę… tak do 11tej. Wypożyczenie sanek się nie opłaca, opłaca się kupienie talerza do zjeżdżania. Wyposażone w talerz idziemy szukać górki, o której mówił woźnica na kuligu.
Znajdujemy! I się zaczyna! Obłędna zabawa! Jolka jest Mistrzynią Jazdy Tyłem i Perfekcyjnych Fikołków , ja natomiast jestem Mistrzynią Zjazdu a’la Armatka Śnieżna J!
Dochodzi do nas kilka osób, ale właściwie górka jest dla nas. Jabłuszko to pikuś w porównaniu z naszym talerzem! Totalne szaleństwo zjazdowe! Ponieważ górka kończy się ok. 2m przepaścią, stajemy do konkursu kto zatrzyma się najbliżej krawędzi. Wygrywa 2-3letni chłopiec, mistrz kierownicy, ale to mrożąca krew w żyłach historia.
Na Sylwestra bawimy się intensywnie choć nie za długo – jesteśmy przecież stare ciotki J Hitem wieczoru są materace dmuchane, przez które jeszcze przez następnych kilka dni będą nas boleć mięśnie brzucha. Wypijamy toasty za cierpliwość, bo ona właśnie ma być potrzebna w 2013 r.!
Już w trakcie sylwestrowego wieczoru brakuje wody… I woda się nie pojawia wcale…

1 stycznia 2013 (wtorek)


Wierchomla Wielka - Warszawa

Zbieramy się całkiem szybko, bo nie tracimy czasu na kąpiel J Nie można tez zrobić herbaty – wody ciągle brak. Więc najpierw jedziemy na śniadanie na stację benzynową, gdzie zupełnie marnie wyglądający bar okazuje się kulinarną perełką J Pani obsługująca, trochę jakby nie przebrana po sylwestrze….
Potem jedziem dalej, uciekamy przed wypadkiem i gubimy się jadąc na GPSie J Wjeżdżamy komuś na podwórko, a GPS wskazuje schodki jako drogę dalej. Hehehe. Jednak zwykła mapa to podstawa.
Ogólnie jedziemy cały dzień, na relaksie. Mijając miejsca, gdzie Elwira miała kiedyś dzwona J Na luzie zatrzymujemy się na wielki obiad i dalej. Na pewno nie pobijamy rekordu, jeśli chodzi o szybkość przemierzenia trasy  Wierchomla – Warszawa J